Harry Potter i Insygnia Śmierci

Harry_Potter_i_Insygnia_mierci2

Harry Potter i Insygnia Śmierci (Harry Potter and the Deathly Hallows) - część I

 

  Dim lights Embed Embed this video on your site

 

Tym razem nie musieliśmy długo czekać na polską premierę filmu, która miała miejsce 19 listopada 2010, czyli ledwo kilka dni po premierze światowej (11.XI).

 

Samego Harrego Pottera nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, bo na pewno każdy z nas zetknął się gdzieś z tą nazwą - czy to w mediach, czy usłyszał ją od znajomych. Niewtajemniczonym wyjaśnię, że HP to seria książek przygodowych/fantasy autorstwa Joanne Murray Rowling, angielskiej pisarki literatury dziecięcej i młodzieżowej. Na podstawie serii nakręcono osiem filmów, w tym omawianą w artykule ostatnią z powieści: Harry Potter i Insygnia Śmierci, którą podzielono na dwie części - premiera drugiej odbędzie się dopiero w przyszłym roku, konkretnie 15 lipca (świat).

 

Główny bohater książek to młody czarodziej imieniem Harry, który musi stawić czoła Voldemortowi - jak można się domyślić - złemu i potężnemu magowi, pragnącemu zdobyć władzę w świecie czarodziejów, jak również trzymać w karbach świat rzeczywisty. Magowi, który ongiś zabił rodziców Harrego i teraz pragnie uśmiercić jego samego. Akcja toczy się w Angli, głownie w miejscach znajdujących się poza zasięgiem zwykłych ludzi (mugoli), jak Hogward czy Bank Gringotta, lecz znanych jedynie światkowi czarodziejów.

 

Przejdźmy jednak do samego filmu. Oglądając go czułam spory niedosyt, opuściłam więc kino nieco rozczarowana. Podobnie jak sąsiedzi z sali kinowej, którzy perorowali między sobą zawile po odbytym seansie. Tu i ówdzie słychać było komentarze niezadowolenia, zwłaszcza wśród młodych kobiet, które zostały zaproszone do kina na późnowieczorny seans przez swoich partnerów. Pierwszy, najpoważniejszy chyba, minus filmu to jego długość - lepiej wypadłby, gdyby powieść zekranizowano jako maksymalnie trzygodzinną całość, zamiast rozbijać ją na części oddzielone od siebie wielomiesięczną premierą. A tak reżyser poczęstował widza nudnawą historią, której oglądanie przerywało się co pewien czas, by zerknąć na zegarek czy skrzynkę odbiorczą telefonu komórkowego. Dlaczego tak wyszło? Otóż co ciekawsze momenty, które przyszpilały czytelnika do stronic książki, zostały w filmie przenicowane bądź pominięte zupełnie. Przykładów podawać nie będę, gdyż nie chcę spoilerować. Mogę zdradzić jedynie, że niektóre epizody wywołały poruszenie wśród widzów i komentarze typu: "Czegoś takiego wcale nie było! Ale wymyślili.". Niemniej książka na film została przełożona w miarę dobrze, ogólne motywy są zachowane jak należy. A osoby, które nie czytały powieści - wykluczając wizje Harrego - nie będą miały problemów ze zrozumieniem, o co chodzi w poszczególnych momentach.

 

Ścieżka dźwiękowa użyta w filmie nie karbuje się, niestety, w pamięci. Daleko jej do muzyki z wcześniejszych części, jak to było w przypadku klimatycznych utworków Richarda Claydermana czy Johna Williamsa.

 

Efekty specjalne oraz komputerowa kreacja bohaterów i plenerów.

Pod tym względem jest duży plus: mamy sporą dawkę magicznych rozbłysków energetycznych, sceny ucieczki i walki nieraz wciskają w fotel, a cały film wręcz spływa mrokiem. Klimatem i kolorystyką bardzo blisko mu do "Van Helsinga" z 2004 roku. Tym razem historia nie jest przeznaczona dla dzieci ze względu na krew obficie płynącą z otwartych ran oraz sceny przemocy i problemy zrozumiałe tylko dla starszej część widowni. Możemy sobie jedynie wyobrazić, co będzie się działo w drugiej części "Insygniów Śmierci", która oscylować będzie wokół finałowej walki sił dobra i zła, w trakcie której zginie wielu bohaterów. Aha, na widza czeka mała niespodzianka przy historii o trzech braciach czytanej przez Hermionę ;)

 

Co do gry aktorskiej można opisać ją jednym zdaniem: jasna strona mocy wypadła sztywno i drętwo, natomiast ciemna trzyma fason. Szkoda tylko, że tych złych bohaterów widujemy sporadycznie, zwłaszcza wielbicielki różu i kotów pani Umbridge oraz ukochanej przez wielu fanów HP Bellatrix, w którą wcieliła się Helena Bonham Carter. Gra Daniela Radcliffe'a (Harry) i Emmy Watson (Hermiona) jest sztuczna, nijaka, wyzuta z wszelkich detali zachęcających widza do dalszego oglądania. Jakby nastolatków zbudzono w środku nocy i kazano im iść na plan filmowy. Przekonywująco z kolei wypadł Rupert Grint (Ronald), który kilka razy rozśmieszył widownię. A scen komicznych w filmie jest naprawdę niewiele, że po seansie można je swobodnie policzyć na palcach jednej ręki. Świetnie wcielili się w swoje role także panowie Malfoyowie - wiernie odzwierciedlili zachowanie książkowych bohaterów, szkoda tylko, że widujemy ich ledwo dwa razy w trakcie całej historii. Zombiekształtnego Voldemorta również jest malutko.

 

Mimo tych paru niedociągnięć fabularnych, źle dobranych scen do ekranizacji i nie najlepszej gry poniektórych aktorów, wierni fani powinni być zadowoleni, bo wreszcie będą mieli okazję zobaczyć film nakręcony na podstawie ostatniego tomu powieści. Mimo iż do fanów HP się nie zaliczam, powieść czytałam kilka razy (jest dobrze napisana i wciąga), być może stąd wynika moje dość krytyczne podejście do filmu. Zobaczymy, czym reżyser uraczy nas w finale, a nie mam wątpliwości, że po długich rozmyślaniach i chodzeniu z kąta w kąt, co niestety miało miejsce w jedynce, w rozstrzygającej losy bohaterów ostatniej odsłonie dzieła Rowling dziać się będzie bardzo wiele.

 

MegaAnukis

Komentarze (0)





Musisz się zalogować, aby dodać komentarz, zarejestruj się jeśli jeszcze nie masz konta

busy

 ikona_facebook   ikona_YouT   ikona_steam   ikona_xfire   ikona_TW_copy

 

 Profesjonalne bezpłatne statystyki www

 

Ostatnio na Forum